To im się ewidentnie nie podoba
Jak bawić się z kotem i nie stracić ręki

Toksoplazmoza

Pewnie zaraz usłyszę, że gadam głupoty i ogólnie to co ja mogę wiedzieć na ten temat, skoro nigdy w ciąży nie byłem. Mimo wszystko zaryzykuje i powiem co uważam o osobach, które w momencie zajścia w ciążę rozpoznają w kocie zło wcielone i chodzącą toksoplazmozę. Swoją drogą to nie rozumiem czemu nigdy wcześniej nie brały pod uwagę takiego problemu, bo jak by nie było toksoplazmoza jest dość upierdliwą chorobą zarówno dla kobiet w ciąży jak i całej reszty osób, niezależnie od tego czy są w błogosławionym stanie czy też nie. Wyjaśnijmy sobie zatem kilka kwestii.

Prawda i mity

Co to jest w ogóle ta toksoplazmoza? A no nic innego jak choroba pasożytnicza wywołana przez nijakiego pierwotniaka o dźwięcznie brzmiącym imieniu Toxoplasma gondii. Nie powiem, nazwa całkiem ciekawa, choć nie chciałbym mieć zaszczytu poznania i obcowania z tym ustrojstwem. Prawdą jest również, że żywicielem ostatecznym dla tego delikwenta są koty domowe. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ja jednak wolałbym skupić się na tym, w jakim przypadku może dojść do zakażenia sierściucha. Praktycznie jedynie do zaaplikowania pierwotniaka dochodzi poprzez zjedzenie surowego, bądź niedogotowanego mięsa, które wcześniej zawierało w sobie cysty pasożyta. Jaki płynie z tego morał? Taki, że o wiele bardziej narażone na ryzyko zachorowań są koty, które chodzą po dworze samopas i polują na co popadnie. Istnieje wówczas prawdopodobieństwo, że złapały one jakiegoś zwierza, który mógł być zainfekowany, a przez to same stały się nosicielami pierwotniaka. Jest to całkiem prawdopodobne, ponieważ występuje on dość powszechnie w środowisku. Jeśli natomiast mamy do czynienia z kotami, niewychodzącymi, stricte domowymi, to wówczas ryzyko ich zakażenia jest minimalne, nawet jeśli podajemy kotu surowe mięso (wcześniej przemrożone bądź ugotowane). No chyba, że na własną rękę mamy dostęp do mięsa, które nie jest przed spożyciem badane przez weterynarza. W takim przypadku ciężko będzie winić kota za załapanie choróbska, skoro człowiek głupi.

Jak to się dzieje

Żywicielem ostatecznym Toxoplasma gondii jest kot i to on wydala oocysty, które mogą być szkodliwe dla człowieka. Wydala je oczywiście z kałem, więc aby doszło do zakażenia trzeba mieć z nim bezpośredni kontakt, bądź np. przyrządzać posiłki na desce do krojenia, na której wcześniej siedział kot swoim brudnym dupskiem. Nie wiem, ja jakoś sobie tego nie potrafię wyobrazić. To że kot wskakuje na blaty kuchenne, siedzi czy śpi na nich to norma, dlatego w przypadku szczególnym kiedy to kobieta jest w ciąży i obawia się choroby (słusznie z resztą) trzeba po prostu zachować większą higienę i powierzchnie użytkowe częściej myć np. przed robieniem wspomnianego wcześniej posiłku. Grzebanie w kuwecie i wyciąganie figurek z brązu również pozostawiłbym komuś innemu. Przynajmniej będzie wymówka, aby odpocząć sobie od sprzątania po kocie.

Będzie dobrze

O ile obawy w przypadku kotów wychodzących i panoszących się od czasu do czasu po domu, są słuszne i w jakiś sposób uzasadnione, to w przypadku kotów stricte domowych, niewychodzących bardzo często przesadne i wydumane. Niestety cierpią na tym zwierzęta, które do tej pory były kochane i uważane za niezwykle czyste i idealne. Muszą one po ogłoszeniu „radosnej” nowiny często, gęsto zmieniać opiekunów i miejsce zamieszkania z uwagi na przewrażliwione przyszłe mamy, którym do tej pory nie przeszkadzało życie z chodzącą „toksoplazmozą” pod jednym dachem, tak samo niebezpieczną kiedy o dzieciaczku nawet nie myślały. Osobiście znam wiele dziewczyn, które całą ciążę mieszkały, żyły i „obsługiwały” koty, a te po urodzeniu niemowlaka odwdzięczały i stawały się prawdziwymi opiekunami i stróżami małych pociech.