Jaki kot dla alergika?
Ile kotów w mieszkaniu

Szczegóły umowy kupna kota

Wyobraźmy sobie, że wybór rasy kota i hodowli mamy już za sobą, a młodziak na którego się zdecydowaliśmy jest przepiękny. Do sfinalizowania całego przedsięwzięcia brakuje nam jeszcze podpisania umowy kupna kota. Wydając sporą sumkę pieniędzy chciałbym, aby w umowie nie znalazły się jakieś dziwne zapisy, które mogłyby zaskoczyć mnie po fakcie podpisania dokumentu. Przeczytanie dwóch stron od deski do deski na pewno jest w dobrym tonie, tak samo jak omówienie każdego z podpunktów jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Na szczęście umowy kupna kociaka nie są jakieś mega skomplikowane i trudne do zrozumienia, dlatego jestem pewien, że pójdzie to dość gładko, choć może trzeba będzie w niektórych przypadkach wykazać się umiejętnością negocjacji.

Co może znaleźć się w umowie

Oczywiście dane sprzedającego, nazwa hodowli oraz dane nabywcy. Tutaj nie ma za bardzo o czym dyskutować. Jedziemy dalej.

Informacja co do ceny za zwierzaka. Proponuję zawsze wpisywać faktyczną kwotę za którą dokonaliśmy zakupu kota. Uchroni to nas przed ewentualnymi stratami związanymi z oddaniem kota z przyczyn ukrytych przez hodowcę, ale o tym za chwilę.

Bardzo częstym zapisem jest paragraf mówiący o tym, iż kot nie może zostać odsprzedany osobie trzeciej, innej hodowli, laboratorium, ani nie może zostać porzucony. Hodowca zawsze w takim przypadku rezerwuje sobie prawo do pierwokupu zwierzęcia lub nieodpłatnego przyjęcia kota. Dla mnie zapis jak najbardziej ok. Jak chce kupić kota to po to, aby stał się on członkiem rodziny/hodowli i nie mam kompletnie żadnych złych intencji co do jego przeznaczenia. Zapis świadczy również o samym hodowcy, dla którego los kociaka nie jest obojętny.

Kolejny podpunkt może mówić o przeznaczeniu sprzedawanego kota. Czy jest on „na kolanka” czy z prawami hodowlanymi. Norma. Na kolanka to kot, który ma być tylko i wyłącznie domowym pieszczuchem, z którego nie zrobimy reproduktora. Kot stricte domowy jest wyraźnie tańszy od kota hodowlanego. W takim przypadku w rodowodzie zostaje naniesiona informacja o tym, że kot nie jest przeznaczony do dalszego rozrodu. Skoro płacę mniej i nie mam hodowli to przyjmuje ten fakt i już. Nie rozmnażamy kotów do tego nie przeznaczonych, nie posiadając do tego własnej, zarejestrowanej hodowli.

Hodowca nie ponosi odpowiedzialności za sukcesy czy porażki odniesione na wystawach kotów rasowych, w których bierze udział kot z ich hodowli. Oczywiste. W momencie, w którym np doprowadzę futro kota do opłakanego stanu i będę startował w pokazach, nie otrzymując przy tym żadnego tytułu ani nominacji, to sam jestem sobie winien. Hodowca nie ma kompletnie nic do tego.

Zdarzają się zapisy mówiące o tym, iż w przypadku rezygnacji z zakupu kota hodowca ma prawo nie zwracać zaliczki. Z punktu widzenia nabywcy zapis bardzo niekorzystny. Nie powinniśmy zgadzać się na taki paragraf i należy albo go zmodyfikować, albo całkowicie wykreślić.

Jeden z najbardziej kontrowersyjnych punków mówi o tym, iż kot powinien zostać wykastrowany/wysterylizowany jeśli przeznaczony jest „na kolanka” do dnia X, pod karą finansową Y. Wykonany zabieg potwierdza zaświadczenie wydane przez lekarza weterynarii. W tym przypadku trzeba przede wszystkim zadać sobie pytanie jaki stosunek mamy do wczesnej sterylizacji. Jeśli uda nam się wynegocjować okres 12 miesięcy od zakupu kota to ok, co jeśli maksimum jakie daje hodowca to 3 miesiące? Z jednej strony hodowcy chcą bronić się dzięki takiemu zapisowi przed niekontrolowanym, nielegalnym kryciem i wykorzystywaniem kotów nieprzeznaczonych do celów reproduktorskich w pseudohodowlach. Z drugiej strony obarczają nas koniecznością wykonania zabiegu na młodym kocie (najczęściej do 6 miesiąca życia). O ile jesteśmy w stanie wynegocjować ten punkt zgodnie ze swoim światopoglądem to dobrze, w innym przypadku zrezygnujmy i poszukajmy hodowli, która przystanie na nasze warunki.
Sprzedaż kociaków po zabiegu sterylizacji/kastracji wraz z zaczipowaniem. Osobiście nie jestem przeciwnikiem wczesnej kstracji/sterylizacji i uważam, że zabieg ten nie wpływa negatywnie na rozwój kota (o tym porozmawiamy w innym artykule). Taki zapis chroni na pewno zwierzę przed nieuczciwymi nabywcami oraz likwiduje konieczność przeprowadzania dodatkowego, płatnego zabiegu w przyszłości. Tutaj tak jak powyżej. Nie podoba ci się taki zapis, nie kupuj. Znajdź hodowlę, która da ci możliwość wyboru. Wyszukać taką nie będzie wcale łatwo, to mówię z góry. Hodowcy poprzez takie zapisy ubezpieczają się na wypadek pseudohodowli, które ostatnimi czasy wyrastają jak grzyby po deszczu. Uważam, że to słuszna droga, choć wprowadzanie kar pieniężnych za brak świstka od weta to moim zdaniem już pewna przesada. Skoro w rodowodzie i tak jest informacja o tym, że kot nie jest przeznaczony do hodowli, to żadna normalna organizacja nie przyjmie takiego kociaka jako reproduktora. Zapis o każe pieniężnej trzeba negocjować, bo kwoty są czasami niebotycznie wysokie.

Hodowca w momencie zakupu przez nabywcę kota zobowiązuje się wydać książeczkę zdrowia kota, oryginał rodowodu oraz opcjonalnie badania potwierdzające brak chorób u rodziców kociaka. Proponuje mocno respektować ten zapis. Jeśli w momencie wydawana kota nie otrzymamy oryginału rodowodu pod żadnym pozorem nie zgadzajmy się płacić pełnej kwoty za zwierzaka. Przypominam, że cena jaką uiszczamy za młodziaka to cena właśnie za jego „rasowość”, a tą nadaje tylko i wyłącznie rodowód. Znam kilka historii, w których oryginały rodowodów poprzez różne nazwijmy to opóźnienia związków i klubów, miały być dostarczone do nabywcy w późniejszym terminie. O dziwo do tej pory oryginały dokumentów nigdy nie dotarły do nabywców, a sprawy toczą się w sądzie. Płacę kasę i oprócz kota żądam oryginalny rodowód. Bez tego nie ma transakcji. Zapamiętaj to bardzo ważne!

Nabywca może jeszcze wynegocjować zapis, który mówi o możliwości zwrotu zwierzęcia, bądź zwrocie kosztów leczenia jeśli np. do 3 dni po zakupie, lekarz weterynarii stwierdzi nieprawidłowości w rozwoju kota, bądź potwierdzi wystąpienie ukrytych chorób. Prawda jest taka, że uczciwy hodowca nigdy nie sprzedałby chorego zwierzęcia nie informując o tym fakcie nabywcę i nie umieszczając odpowiedniej adnotacji na umowie. W tym przypadku bardzo ważne jest podanie w umowie faktycznej ceny zakupu zwierzęcia, aby nie otrzymać mniej pieniędzy a niżeli wydaliśmy na kota. Hodowca powinien mieć również prawo potwierdzenia orzeczenia lekarza weterynarii u swojego specjalisty. Tutaj interes hodowcy również musi być zabezpieczony. Znając możliwości kombinatoryki co poniektórych, można by było spodziewać się załatwiania „lewych” zaświadczeń od lekarza weterynarii, potwierdzających różne dolegliwości tylko po to, aby otrzymać kota praktycznie za darmo.

Dodatkowe podpunkty mogą również mówić o tym czy kot był szczepiony i jeśli tak to na jakie choroby, jakimi szczepionkami. Te informacje powinny znaleźć się również w książeczce zdrowia, i nie ma konieczność aby powielać je na umowie.

Pomyśl zanim podpiszesz

Reasumując. Przede wszystkim czytajmy umowy i nie bójmy się pytać o rzeczy, które nie są dla nas jasne. Paragrafy niekorzystne, które według nas są zdecydowanie niepotrzebne bądź bardzo mocno ingerują w nasze prawa starajmy się usuwać bądź negocjować. Oryginał rodowodu to podstawa. Nic nie zastąpi zdrowego rozsądku, dlatego nigdy nie podpisuj umowy w ciemno. Z własnego doświadczenia wiem, że prawdziwi hodowcy to bardzo sympatyczni ludzie, którym nie jest obojętny los kociaków z ich hodowli. Rozmawiaj, pytaj i negocjuj to Twoje prawo!